Sobota
Po pijaku, na wesoło, wiersz o śmierci na końcu świata. Cover bieli Anteczka. W sobotę. Muszę tu coś ogarnąć, bo nędza. soboto, arcy ty, dzisiaj cztery, jutro trzy egzaminy przeżyjmy razem, ja i ty soboty bądźmy dziś najebani, czekoladą i winem ućpani lodami doprawim, dym do rana, 8 rano trzeba wstawać na warszawskie metro M1, soboto nie bierz tego do siebie że cię opuszczę i skończymy w piekle, a nie w niebie soboto ja kocham ciebie ale student płaci, student wymaga, sesja przychodzi i nie wybacza egzamin przychodzi, ja nie domagam soboto, moja strata, a twoja sprawa tak chciałam się uczyć, a znów najebana szósty dzień tygodnia, szatana strawa błagam o warunki srogiego dziekana soboto, soboto! co narobiłaś! skoro już przyszłaś nie uciekaj z rana spędźmy razem życie do końca świata joł.