Posty

Wyświetlanie postów z 2014

TAK, MAM BÓL DUPY

W odmętach Internetu spopularyzowała się, może nie ostatnio, ale od jakiegoś czasu, moda na polecanie „maści na ból dupy”. Z wielką chęcią zgłosiłabym się do takiego polecacza, bo ja sama cierpię na taką dolegliwość. Nie chodzi mi o wybielenia, jak u znanej z popularności Natalii S., bo moja dolegliwość sięga znacznie głębiej (nie chodzi o kątnice), moja dolegliwość, w rzeczy samej leży na dnie umysłu. Cierpienie, niezrozumienie. Rzeczy, które powinnam mieć w dupie i nawet mam, ale właśnie one zbyt mocno bolą. Dlatego mam ból dupy. Jedną z przyczyn cierpienia międzypośladkowego są, rzecz jasna jak faza fotosyntezy, ludzie. Ale skupię się na konkretnej grupie ludzi – ludzi ze studiów. Nie mogę przeboleć i zrozumieć, jak sobie radzą i o zgrozo, awansują ludzie, którzy nie myślą. Całkiem nie myślą. Przygotowują się do akceptacji eutanazji, jak to pisałam poprzednio. Trochę zbyt wcześnie na takie zagrywki, za to jak najwcześniej eutanazji powinien ulec ich etap pt. „Student”. ...

Mózg do Malagi

W ostatnią sobotę do Czubatego przyszedł facet. Facet miał pudełko. Pudełko po koncentratach pomidorowych, konkretniej to po słoikach z koncentratami jakby się kto czepiał. A w tym pudełku owego faceta, nie było koncentratów. Czy też słoików z koncentratami. Za to leżał kot. Koteczek 3-4-miesięczny. Burasek, niczym kamień, którego jedynym zaprzeczeniem było ledwo zauważalne unoszenie żeberek strzegących zmęczonych płuc i jeszcze bardziej zmęczonego cor, cordis.   Z daleka widziałam chłód jego łap, a już z dalszego niż daleko daleka wyczułabym ten, chemicznie rzeknę, charakterystyczny zapach.  - Nie reaguje – to szefowa. – Temperatura musi być poniżej 30 stopni... A widziałam chłód.   Szefowa z westchnieniem wyjęła termometr, z wciąż bezradnie migającym „L” (nie Legia), z niemal pawianiego odbytu, nad którym smętnie zwisał skąpany w biegunce ogon. Już chciałam rzucić się do odkażania (no co, po uprzednim opierdoleniu: „ AMEBA! PAN DOKTOR WYCHODZI TO ROBIS...

313

Obraz
Don’t forget to breathe... – nie kurwa, przełączam się na tryb anaerobowy, a zbędne wodory zbiera siarka, no i jest siarka, a raczej siara, bo z glikolizy beztlenowej dostanę tylko 2 ATP. Nara.  Donkey kicks. More fancy... – mam nadzieję, że będę miała dupę jak Brazylijka, żeby wszyscy się w niej zmieścili. W sumie po to to robię, w sensie ćwiczę musculusy.  I w tej chwili, może jeszcze dlatego, aby się powyżywać z żalu, że nie będzie zapierdolu w przyszłym tygodniu i sześć stówek pójdzie w pizdu. Już wiedziałam, że nie opłacę waruna na Królową Nauk, ale że nie będzie mnie też stać na 100 prawdziwie zagranicznych, zupełnie nie polskich erło na drobne wydatki na wyciecze dla tych, od których mam po 1n, to już za dużo. A raczej za mało. Dzięki Blaszaku z lewej i prawej strony. Otóż tak mi wytłumaczyła jak dojść do Blaszaka babeczka od koniczków, po tym jak jej przeszkodziłam w spożyciu śniadaniowej malinóweczki. Na rozgrzewkę, bo przy koniach się nie zgrzejesz...