TAK, MAM BÓL DUPY
W odmętach Internetu spopularyzowała się, może nie ostatnio, ale od jakiegoś czasu, moda na polecanie „maści na ból dupy”. Z wielką chęcią zgłosiłabym się do takiego polecacza, bo ja sama cierpię na taką dolegliwość. Nie chodzi mi o wybielenia, jak u znanej z popularności Natalii S., bo moja dolegliwość sięga znacznie głębiej (nie chodzi o kątnice), moja dolegliwość, w rzeczy samej leży na dnie umysłu. Cierpienie, niezrozumienie. Rzeczy, które powinnam mieć w dupie i nawet mam, ale właśnie one zbyt mocno bolą. Dlatego mam ból dupy. Jedną z przyczyn cierpienia międzypośladkowego są, rzecz jasna jak faza fotosyntezy, ludzie. Ale skupię się na konkretnej grupie ludzi – ludzi ze studiów. Nie mogę przeboleć i zrozumieć, jak sobie radzą i o zgrozo, awansują ludzie, którzy nie myślą. Całkiem nie myślą. Przygotowują się do akceptacji eutanazji, jak to pisałam poprzednio. Trochę zbyt wcześnie na takie zagrywki, za to jak najwcześniej eutanazji powinien ulec ich etap pt. „Student”. ...