Alexis na Grzmocie, a Półpasiec bez talii
W pracy telenowele, szaleństwo kolokwiowe na uczelni (nie moje, hehe... ale biochemia is coming), Barca wygrywa z Atleti, a ty jutro masz trening jeździecki, pomimo faktu, iż twoja dupa nie jest przystosowana do siodła, "Kwestia niedoboru godzin", mówili końcem sierpnia. Lepszy niedobór godzin niż niedobór żelaza. Zagalopować w sprzęcie za świeżowydane 400 polskich złotych, mimo żeś jeździecki żółtodziób, a nawet raptem podlotek, co pofruniesz to upadasz, oby nie.
A jeżeli tak, to co? Magazyny tłuszczu na el trasero czy el culo (waka waka) są po to, żeby mięko spadać, co prawda nie na cztery łapy, a na dwa poślady. Będzie fajnie, grunt to pokazać krzywiznę łuków zębowych i żyć. Brawura poniesie, adrenalina podtrzyma, endorfiny nagrodzą. Bo dobra mina nadrobi zaległości w praktyce, teoria poklepie po ramieniu i jazda. "Dzień chujowy, to zaraz jazda chujowa, co AMEBECZKA?!" mawiał WG, też zwiazany z końmi, tyle że pod maską z blachy. Grunt, żeby nie spierdolić i skręcić w lewo, a nie w prawo. Przecież lubisz chodzić na lewo.
A jak pójdziesz na prawo, to co? Przeżyjesz. I będziesz dobrze się bawić.
Liryka inspirowana fotką Półpaśca bez talii. Feliz catus. Feliz silvestris catus. Bo sylwester był przyjemny.
Przyłapana przez kota,
na bujaniu w obłokach,
a teraz trwoga do kota:
"Jak wykraść sztabkę złota,
z gobliniego banku Gringotta,
która sprawiłaby, że ładna kwota,
zasiliła uczelniane konta
i przywróciła do studenckiego żywota?"
Smutna to strata, majątku utrata,
bo nie przyszła ochota,
na naukę pod okiem kota.
Od mojego poprzedniego wylewu żółci w tym przybytku nie było bólu dupy o uczelnie. Nawet po pijaku, co zaskoczyło mnie jak tancerka z torta, chociaż wolałabym tancerza z boczkami Alexisa Sancheza. Samym Alexisem nie pogardziłabym, mógłby zostać Rycerzem na koniu (GRZMOT <3) , bo Książeta są przereklamowani i zniewieściali. Do tego zbyt biali. I wcale nie ujebani. Jak dupa na ziemi.
W 2015 dostanę Alexisa na Grzmocie.
A przynajmniej Rycerza na koniu. Postanowione.
Pis. Joł.
A jeżeli tak, to co? Magazyny tłuszczu na el trasero czy el culo (waka waka) są po to, żeby mięko spadać, co prawda nie na cztery łapy, a na dwa poślady. Będzie fajnie, grunt to pokazać krzywiznę łuków zębowych i żyć. Brawura poniesie, adrenalina podtrzyma, endorfiny nagrodzą. Bo dobra mina nadrobi zaległości w praktyce, teoria poklepie po ramieniu i jazda. "Dzień chujowy, to zaraz jazda chujowa, co AMEBECZKA?!" mawiał WG, też zwiazany z końmi, tyle że pod maską z blachy. Grunt, żeby nie spierdolić i skręcić w lewo, a nie w prawo. Przecież lubisz chodzić na lewo.
A jak pójdziesz na prawo, to co? Przeżyjesz. I będziesz dobrze się bawić.
Liryka inspirowana fotką Półpaśca bez talii. Feliz catus. Feliz silvestris catus. Bo sylwester był przyjemny.
Przyłapana przez kota,
na bujaniu w obłokach,
a teraz trwoga do kota:
"Jak wykraść sztabkę złota,
z gobliniego banku Gringotta,
która sprawiłaby, że ładna kwota,
zasiliła uczelniane konta
i przywróciła do studenckiego żywota?"
Smutna to strata, majątku utrata,
bo nie przyszła ochota,
na naukę pod okiem kota.
Od mojego poprzedniego wylewu żółci w tym przybytku nie było bólu dupy o uczelnie. Nawet po pijaku, co zaskoczyło mnie jak tancerka z torta, chociaż wolałabym tancerza z boczkami Alexisa Sancheza. Samym Alexisem nie pogardziłabym, mógłby zostać Rycerzem na koniu (GRZMOT <3) , bo Książeta są przereklamowani i zniewieściali. Do tego zbyt biali. I wcale nie ujebani. Jak dupa na ziemi.
W 2015 dostanę Alexisa na Grzmocie.
A przynajmniej Rycerza na koniu. Postanowione.
Pis. Joł.
Komentarze
Prześlij komentarz