Posty

Znów

Obraz
Nie mam pracy, nie mam studiów, nie mam chłopa. Znów. Co do tego ostatniego, to jak mi napisano "to dobrze, że nie mam, bo chłop jest dla bab, a ja powinnam sobie poszukać mężczyzny". Rada dla mnie perfecto, owszem, poczułam się lepiej. Znowu upatrzyłam sobie chłopa, HE HE, nie wiem czy mężczyzny, który najwidoczniej mam mnie w dupie, a ja do niego pisuję po pijaku, na co otrzymuję zwykle odpowiedzi równie pijackie, tyle że w liczbie małej, także najpierw źrenice zmieniają się w serduszka, które następnie się łamią i zostawiają, niczym kocią, kreseczkę. Nie jestem przyzwyczajona do takiego tesktowego menu, w sensie takiego skąpego. A na żywca? (...na którego powinnam go zaciągnąć, a przynajmniej spróbować... kolejna złota perfecto rada, od tej samej osoby z resztą...). Raz potrafi być jak kociak, tak, Kociak to dobre pseudo, HE HE, pseudochłop pseudoobiekt pseudozauroczenia, rozbudzając w Amebie macierzyńskie uczucia, których tak pragnie, sprawiając, iż czuje się ten jeden ...

Jestem władcą losu

Obraz
Czemu Ameba jest zjebana, przebija Biblię i ludzkość, bo zawsze zna dzień i godzinę (wyczucie czasu zawsze na propsie), a jej instynkt i styl życia przyprawiają nie jednego człeka (w sumie bardziej ją samą...) o kosmicznego majndfaka i fejspalma do Madrytu? - Na pytanie jak tam/jak żyjesz/co słychać i inne chuja znaczące zagadywawczo-wyjebawcze pytania w celu zagajenia gadki albo i nie, bo-w-sumie-mało-mnie-obchodzi-co-odpowiesz-ja-tylko-trenuję-bycie-miłym-i-uprzejmym-dla-odmiany, ludziska odpowiadają Amebie:  a) właśnie umarł mi X (chwilę zajmuje przypomnienie, iż X był drugą połówką jabłka, tą połową duszy spadającą z nieba i roztrzaskującą się o ziemię, której poszukiwanie jest sensem ludzkiej egzystencji i spełnienia do momentu aż dostaniesz czekoladki z E coś tam, na które jesteś uczulony/a, a kochane jabłuszko wiedziało się o tym, zanim poznało Twoje imię. Ewentualnie jabłuszko okazało się ananasem. Albo łaknącym zgniecenia robaczkiem skaczącym, gdzie inne jabłuszka ł...

Metal Cieczy

"Duży facet wbiega do gabinetu, którego obraz obserwuje przez szparki ciasnego miejsca pachnącego domem, a domem nie było. Nagle w pomieszczeniu robi się ciasno, roi się od homo sapiens sapiens. I tego Obcego. Nic nie przeczytam, ale to pismo synestezyjnie czuję. Nosem, setka milionów z kawałkiem komórek węchowych zobowiązuje.  Pismo emocji. I jeszcze czegoś, nie podoba mi się to coś. Paniczne napięcie zasiliłoby miasteczkową elektrownię. Iskry wiszą w powietrzu, niewidzialny strumień elektronów. Facet kładzie obcego na stole, za nim wbiega facetka - główne źródło panicznego napięcia. Mokre policzki masochistycznie szczypią prądem, napędzając indywidualną pompę do nienaturalnych prędkości. Pozostali postanowili wyciągnąć wtyczkę i wypraszają facetkę. Faceta też.  Teraz zaczyna się akcja. Medycy poruszają się energicznie i żwawo, stetoskopy wędrują z rąk do rąk, igły tańczą w powietrzu, wyjątkowo nie z nitką, ale ze strzykawkami. Wprasza się głowica od usg. - Trzeba go na...

Mam 3 metry, 3 i pół!

Mam 3 metry, 3 i pół, sięgam głową ponad pasmo chmur. Szlachetna parafraza, moja własna. Równie szlachetnie mogę dodać, iż cycki urosły mi o dwa rozmiary od wypinania, dumnej brody nie powstydziłaby się sama Kleopatra. Ja, jebany nędznik studencki, żem przyjęła pierwszego pacjenta. Tak z wpisywaniem do karty i tekstem: "Dzień dobry, zapraszam do gabinetu". No dobra, to było przy drugim pacjencie, przy pierwszym palnełam po Amebowemu: "Dzień dobry, ja będę kłuła chomika" z pieprzoną, zdziecinniała barwą głosu jaką się posługuję mówiąc do konisiów. I trochę mało po polsku z akcentem na -ka w "chomika". Polska mowa taka trudna dla Polaka. Polki. Blondyny. Słowiańskiej. No więc po tym jak się naumiałam, iż w insulinówce jedna kreska oznacza nabranie leku do 0,1ml, zabrałam się do mego pacjanta numero uno. Chomik dżungarski, puchnąca łapka, już nie puchła na skutek antybiotykoterapii baytrilem dni 5. Czyli mi przyszło zamknięcie cyklu wizyt, w sam raz ...

Sobota

Po pijaku, na wesoło, wiersz o śmierci na końcu świata. Cover bieli Anteczka. W sobotę.  Muszę tu coś ogarnąć, bo nędza.  soboto, arcy ty, dzisiaj cztery, jutro trzy egzaminy przeżyjmy razem, ja i ty soboty bądźmy dziś najebani, czekoladą i winem ućpani lodami doprawim, dym do rana, 8 rano trzeba wstawać na warszawskie metro M1, soboto nie bierz tego do siebie że cię opuszczę i skończymy w piekle, a nie w niebie soboto ja kocham ciebie ale student płaci, student wymaga, sesja przychodzi i nie wybacza egzamin przychodzi, ja nie domagam soboto, moja strata, a twoja sprawa tak chciałam się uczyć, a znów najebana szósty dzień tygodnia, szatana strawa błagam o warunki srogiego dziekana soboto, soboto! co narobiłaś! skoro już przyszłaś nie uciekaj z rana spędźmy razem życie do końca świata joł.

Alexis na Grzmocie, a Półpasiec bez talii

W pracy telenowele, szaleństwo kolokwiowe na uczelni (nie moje, hehe... ale biochemia is coming), Barca wygrywa z Atleti, a ty jutro masz trening jeździecki, pomimo faktu, iż twoja dupa nie jest przystosowana do siodła, "Kwestia niedoboru godzin", mówili końcem sierpnia. Lepszy niedobór godzin niż niedobór żelaza. Zagalopować w sprzęcie za świeżowydane 400 polskich złotych, mimo żeś jeździecki żółtodziób, a nawet raptem podlotek, co pofruniesz to upadasz, oby nie. A jeżeli tak, to co? Magazyny tłuszczu na el trasero czy el culo (waka waka)  są po to, żeby mięko spadać, co prawda nie na cztery łapy, a na dwa poślady. Będzie fajnie, grunt to pokazać krzywiznę łuków zębowych i żyć. Brawura poniesie, adrenalina podtrzyma, endorfiny nagrodzą. Bo dobra mina nadrobi zaległości w praktyce, teoria poklepie po ramieniu i jazda. " Dzień chujowy, to zaraz jazda chujowa, co AMEBECZKA?! " mawiał WG, też zwiazany z końmi, tyle że pod maską z blachy. Grunt, żeby nie spierdolić i ...

TAK, MAM BÓL DUPY

W odmętach Internetu spopularyzowała się, może nie ostatnio, ale od jakiegoś czasu, moda na polecanie „maści na ból dupy”. Z wielką chęcią zgłosiłabym się do takiego polecacza, bo ja sama cierpię na taką dolegliwość. Nie chodzi mi o wybielenia, jak u znanej z popularności Natalii S., bo moja dolegliwość sięga znacznie głębiej (nie chodzi o kątnice), moja dolegliwość, w rzeczy samej leży na dnie umysłu. Cierpienie, niezrozumienie. Rzeczy, które powinnam mieć w dupie i nawet mam, ale właśnie one zbyt mocno bolą. Dlatego mam ból dupy. Jedną z przyczyn cierpienia międzypośladkowego są, rzecz jasna jak faza fotosyntezy, ludzie. Ale skupię się na konkretnej grupie ludzi – ludzi ze studiów. Nie mogę przeboleć i zrozumieć, jak sobie radzą i o zgrozo, awansują ludzie, którzy nie myślą. Całkiem nie myślą. Przygotowują się do akceptacji eutanazji, jak to pisałam poprzednio. Trochę zbyt wcześnie na takie zagrywki, za to jak najwcześniej eutanazji powinien ulec ich etap pt. „Student”. ...