Mózg do Malagi
W ostatnią sobotę do Czubatego przyszedł facet. Facet miał
pudełko. Pudełko po koncentratach pomidorowych, konkretniej to po słoikach z
koncentratami jakby się kto czepiał. A w tym pudełku owego faceta, nie było
koncentratów. Czy też słoików z koncentratami. Za to leżał kot. Koteczek
3-4-miesięczny. Burasek, niczym kamień, którego jedynym zaprzeczeniem było
ledwo zauważalne unoszenie żeberek strzegących zmęczonych płuc i jeszcze
bardziej zmęczonego cor, cordis. Z
daleka widziałam chłód jego łap, a już z dalszego niż daleko daleka wyczułabym
ten, chemicznie rzeknę, charakterystyczny zapach.
- Nie reaguje – to
szefowa. – Temperatura musi być poniżej
30 stopni...
A widziałam chłód.
Szefowa z
westchnieniem wyjęła termometr, z wciąż bezradnie migającym „L” (nie Legia), z
niemal pawianiego odbytu, nad którym smętnie zwisał skąpany w biegunce ogon.
Już chciałam rzucić się do odkażania (no co, po uprzednim opierdoleniu: „AMEBA! PAN DOKTOR WYCHODZI TO ROBISZ
PORZĄDEK!” – ośmiornica, dwie sekundy, nic na stole – A TO?! (krzyczącym szeptem) – kłaczek, bynajmniej nie koci, ginie w
odmętach śmietnika w ułamku sekundy. A podobno nie ma energii), ale jedno
szybkie spojrzenie zostawia mnie na miejscu. Termometr gotowy do ponownego
użycia.
- No wie pani, to nie
mój kot, ja tu jestem raz na tydzień, jedyny, który do weterynarza pójdzie. Wie
pani, te koty nie szczepione, jak trzeba uśpić to trzeba... – czapka miętoszona
w dłoniach.
Kocia skóra zostaje w palcach szefowej, nie wraca. Ciałko
wyssane przez wampira, który potem się zrzygał.
- To jest
panleukopenia. Tyfus koci, pokrewny do psiej parwowirozy. Wirus atakuje kocie
jelita, których stan zapalny uniemożliwia prawidłowe wchłanianie w jelitach i
zwierzak się odwodnił. Początkowo musiał być trapiony wysoką gorączką,lecz
teraz jest wręcz odwrotnie, stan agonalny. – ja, Ameba, dodam po
doedukowaniu się, iż wirus ten atakuje również szpik kostny, co upośledza
system odpornościowy, a po zakażeniu w czasie życia płodowego niszczony jest
również rozwijający się układ nerwowy – głównie móżdżek i nerw wzrokowy. Jeżeli
taki niuniek nie obumrze, to urodzi się jako prawdziwy pełzak (eh... zostanę
przy Amebie), zero koordynacji ruchowej, odklejona siatkówka.
Początkowe objawy, które powinny zaniepokoić faceta czy z
kim ten mały nieszczęśnik mieszkał, to ospałość, utrata apetytu, bolesność brzuszka
(charakterystyczne poszukiwania pozycji umożliwiającej ulżenie w cierpieniu),
oczywiście wymioty, biegunka i gorączka... wszystko to zostało zlekceważone
przez domowników – los szopa, czyli szopowego czy stodołowego kociaka...
- Pani doktór, czy to
zaraźliwe?
- Bardzo zaraźliwe.
- Bo wie pani... mój
mały lubił się z nim bawić, tam ganiał go – strach w oczach. Czyli nie taki
do końca szop.
- Wirus łatwo się
rozprzestrzenia, ale wśród kotów. Dla ludzi nie jest niebezpieczny.
Ulga w oczach. Facet, mi by nie ulżyło. Taki kociak powinien
być po dwóch szczepieniach (7-10 tydzień życia i 11-13 t.ż.), bo w tamtym
momencie pozostała mu ostatnia iniekcja w życiu.
* * *
Śmierć zwierzęcia jest trudna, bez wątpienia, zarówno dla
właściciela jak i lekarza. Akurat ten kot, namaszczonym przeze mnie szopem, toteż
trudno powiedzieć czy i na jak długo zaczepił się w myślach „właścicieli”.
Jeżeli facet rzeczywiście jako jedyny przejął się jego losem i widywał go raz w
tygodniu, to przykre, że akurat w tym tygodniu widział go w takim okolicznościach.
Ostatnich okolicznościach.
Byłam przy kilku eutanazjach – kobieta chłonęła z psem chłód
podłogi; mężczyzna pochlipywał przy pożegnaniu z wiekowym, łapczywie
chwytającym oddech znajdą; „Ameba, ale ty
jesteś twarda, ja bym nie mogła na to patrzeć” żyrafka w stronę sarny bez
czucia w kończynach. Pierwsza, która mnie ruszyła to ta, w której bezskutecznie
reanimowano pobabeszjowego psa – bezsilność w oczach weta, panika w orbitach
ludzkich towarzyszy życia, a potem tylko próżnia. To boli, szczególnie
wieczorem przed zaśnięciem. Dlatego lepiej nie myśleć – mówię to z perspektywy
praktykanta. Nędznego studenciaka. Wysłać mózg na wakacje, niech poopala się na
plaży w Maladze (<3), pokopie piłkę na Camp Nou czy poodycha smogiem
Madrytu.
Nie myśleć. W tym przypadku tak lepiej.
Joł.
Komentarze
Prześlij komentarz