313
Don’t forget to breathe... – nie kurwa, przełączam się na tryb anaerobowy,
a zbędne wodory zbiera siarka, no i jest siarka, a raczej siara, bo z glikolizy
beztlenowej dostanę tylko 2 ATP. Nara.
Donkey kicks. More fancy... – mam nadzieję, że będę miała dupę jak
Brazylijka, żeby wszyscy się w niej zmieścili. W sumie po to to robię, w sensie
ćwiczę musculusy.
I w tej chwili, może jeszcze dlatego, aby się powyżywać z żalu, że nie będzie
zapierdolu w przyszłym tygodniu i sześć stówek pójdzie w pizdu. Już
wiedziałam, że nie opłacę waruna na Królową Nauk, ale że nie będzie mnie też
stać na 100 prawdziwie zagranicznych, zupełnie nie polskich erło na drobne wydatki
na wyciecze dla tych, od których mam po 1n, to już za dużo. A raczej za mało.
Dzięki Blaszaku z lewej i prawej strony. Otóż tak mi wytłumaczyła jak dojść do
Blaszaka babeczka od koniczków, po tym jak jej przeszkodziłam w spożyciu
śniadaniowej malinóweczki. Na rozgrzewkę, bo przy koniach się nie zgrzejesz. „Kochaniutka, do Blaszaka możesz pójść tu w
lewo, a potem na mostku w lewo i będzie Blaszak – dłoń we wdzianku bez
palców na moim olecranonie (wyrostku łokciowym kości łokciowej, dla
niewtajemniczonych, można dać jeszcze tuber olecrani – guzek łokciowy wyrostka
łokciowego kości łokciowej. Troll) – a możesz
dojść tam i w prawo i na mostku w prawo. I też będzie Blaszak” – dłoń we
wdzianku bez palców na moim brachi, czy tam humerusie (kość ramienna). Momento
zawieszenia. „Trafię” mówię
półpewnie. „DOBRA!” dłoń we wdzianku
bez palców poklepuje scapulę (łopatkę, jedną i drugą). I żegna mnie śmiech
rodem ze Świata według Kiepskich. Dziękuję, do widzenia.
Three uppercuts. Two
jumping jacks.- a może by tak, też pisać? Zawsze chciałam. A tylko
zazdroszczę. Chcieć to móc. Móc to robić. Robić to żyć. A nie żyć to nie robić,
nie robić to nie móc, nie móc to nie chcieć, tylko zostaje zazdrościć.
Polaczkowatość Pełzaka. Ameby. PP. PA. Śmieszne. Czerwonousta z Twojej byłej grupy pisze bloga. I na tym
zarabia, chociaż piśmiennictwem zbyt zgrabnymi nie pała (Polaczkowatość), ale
chodzi o lajfstajl. Też chcę pisać o lajfstajl, ale moim. Styl życia studenta weta. Człowiek słowa niech
słowem w końcu się stanie. Mam kupę czasu, bo jestem wetem, który kibluje
(pozdro dla Królowej) i nie kupi erło (pozdro dla Blaszaka). Poza tym, Tom Riddle też miał swój dziennik. Mam i ja. No to piszę.
Great job. This workout is complete. – będę sobie komentowała –
GossipVet, PelvisVet, AveeVet – todo w moim siedlisku w Internetach. Będę też
pisać o ajtemach i przypadkach z AveVet, co by się łatwiej nauczyć do przyszłej
kariery rzeczy przydatnych. Ponarzekam też sobie (bardzo Polako), por ejemplo,
na codzienność na peronie (tranvía z Wyszdżidżi stoi na Alei Wysokich Lotów –
Wylotówka na kampuso, Pełzak salto z pojazdu, bo „może złom się spóźni” – owszem, spóźnił się 81 minut (2oC,
23:30), czym trzeba było zapłacić bólem stóp. A niby zamarznięte nie boli.)
Mimo wszystko. Będzie fajnie. Tak
myślę.
Pierwsza złota myśl od Pełzaka: Now, everybody from the 313. Put your motherfucking hands up and follow me. 313 – numer kierunkowy Detroit. I ćwiarteczka wzoru zębowego mleczaków
psa, kota, ogiera i świni (no koteczek 313/312). Joł.


Komentarze
Prześlij komentarz