TAK, MAM BÓL DUPY
W odmętach Internetu spopularyzowała się, może nie ostatnio,
ale od jakiegoś czasu, moda na polecanie „maści na ból dupy”. Z wielką chęcią
zgłosiłabym się do takiego polecacza, bo ja sama cierpię na taką dolegliwość. Nie
chodzi mi o wybielenia, jak u znanej z popularności Natalii S., bo moja
dolegliwość sięga znacznie głębiej (nie chodzi o kątnice), moja dolegliwość, w
rzeczy samej leży na dnie umysłu. Cierpienie, niezrozumienie. Rzeczy, które
powinnam mieć w dupie i nawet mam, ale właśnie one zbyt mocno bolą.
Dlatego mam ból dupy.
Jedną z przyczyn cierpienia międzypośladkowego są, rzecz
jasna jak faza fotosyntezy, ludzie. Ale skupię się na konkretnej grupie ludzi –
ludzi ze studiów. Nie mogę przeboleć i zrozumieć, jak sobie radzą i o zgrozo,
awansują ludzie, którzy nie myślą. Całkiem nie myślą. Przygotowują się do
akceptacji eutanazji, jak to pisałam poprzednio. Trochę zbyt wcześnie na takie zagrywki,
za to jak najwcześniej eutanazji powinien ulec ich etap pt. „Student”. WG,
podczas moich utrapień w zdobywaniu uprawnień na kierowcę maszyny do przewozu
osób lub ładunków (bardziej osób, chociaż
osoby też mogą być wszelako naładowane) rzekł: „Na studiach nie ma ludzi
niemyślących”. Ależ są, Panie Wydziarany. Ale do rzeczy – przyszły zwierzęcy medyk
uznaje, iż sam on, a nawet ona, piersi ma w okolicy pachwinowej – aha. Wtedy te
wszystkie ciotki, które żalą się, że „tu mnie kłuje i weź mnie powiedz co to,
boś lekarz”, może rzeczywiście są krowami, bo przecież genów sobie nie
wybierzesz. Ponadto, taki on, czy też
ona, recytuje formułki anatomiczne i histologiczne z kropkami, przecinkami,
myślnikami, nawiasami, dwukropkami i skośnikami, nawet gwiazdkami (z treścią -
Times New Roman, kursywa, rozmiar 2) - jestem pełna podziwu. Naprawdę.
Polonistki w klasach 1-6 byłyby zachwycone, takie zacne wierszyki, to nic, że
zawierają brzydkie wyrazy z cyferkami w środku (na ten przykład: fruktozo-1,6-bis-fosfataza
, gen gata-1, czynnik FOG czy brzydszy NF-E2...) – grunt, że znane, hasło do
krzyżówki jest, idziemy dalej. Znaczenie jest nieważne. Inne słowa są nieważne,
a później dziwota, że współplemieniec dostał cały, ładny punkt za jedno zdanie,
a nasz student tylko 0,25 za wypracowanie na pół A4 i to kratka po kratce. On
nie rozumie. I tego co napisał też nie.
Co do pomyślunku, a raczej jego braku, jest hitem hitów, moim
zdaniem, dobry przykład, gdy uczeń wyższej uczelni nie odróżnia kiedy okrężnica
wstępuje , a kiedy zstępuje, kiedy jest prawa, a kiedy jest lewa, bo to tylko
słowa pozbawione sensu, jak takie Gombrowiczowskie „Ferdydurke”. Po prostu,
ktoś tak nazwał, bo nazwał, pewnie dlatego, aby utrudnić życie biednemu
studentowi. A jakże. Są też tacy, którzy może i rozumieją, może i wiedzą
doskonale, o co chodzi w tych słowach z cyferkami, ale pasji mają za grosz.
Czasem nawet i tego grosza nie starczy, bo przyszły weterynarz, który niemal
brachycefalika, ze zgrabnymi łapeczkami i skromnym tułowiem, (co prawda
truposza, ale jednak) nazywa jamnikiem, bo „podpalany” – jest odpowiedź, ale ja
nie mam pytań. Gdzie pasja, gdzie finezja, gdzie ten drybling i cudne akcje. Rzemieślnik,
po prostu rzemieślnik. Chociaż lepszy
rzemieślnik znający się na rzeczy niż nieznający... Lepszy, no lepszy... ale jamnik?!
Idź pan w chuj (pierwsze przekleństwo dziś) z tymi studentami.
Teraz w swojej bolesności pójdę dalej. Głębiej. Tam gdzie
mroczniej, gdzie nie dociera światło słoneczne. Chociaż teraz taka pora, że w sumie
wszędzie, gdzie oko sięga, światło słoneczne już nie sięga. Fotosynteza, stop.
Mam ból dupy, że ŁKK nas porzucił. Porzucił. W krytycznym
momencie, zniknął, zostało tylko „cześć”. Albo i nawet nie, bo już nie chcę
takiej osoby i sama na jej widok staje się niewidzialna, może nie cieleśnie,
ale mentalnie idę gdziekolwiek, byle nie do niego. Nie widzę cię. Trudno
wskazać przyczynę porzucenia, było fajnie i miło, PRZYJEMNIE, z trójki została
dwójka, jak w „Królu Lwie”, chociaż ten, który odszedł nie zostanie królem. Już
nie. Chwila słabości w koncentracji nad wchłanianiem nomenclaturae regina omnium scientiarum,
ŁKK jest lepszy, z luzerami się nie nadaje, my nie jesteśmy towarzystwem dla
niego. Sądziłam, iż to nie ten wiek, na takie zagrywki, ale 21 lat (które
przelały i szalę i czarę goryczy) jak widać dla niektórych nic nie znaczy. Tak
jak fruktozo-1,6-bis-fosforan. A już w ogóle chwila słabości po spożyciu używki,
nie do użycia dla Ameby jak się okazało, była nie do przełknięcia dla ŁKK.
Ameba za dużo paplała. Ameba jest zbyt dużą Chimerą. To tniemy.
ALE ŚLEDZI NIE WYBACZĘ!
Tniemy, bo ja też tnę. Czas najwyższy. Żal poszedł w świat, mogę
się pogodzić ze stratą, wielu już straciłam, ta strata była długo noszona, zbyt
długo ją trzymałam, ale już została odchowana. Gniazda nie ma, mogę już ją
puścić, dlatego ona też mnie (o)puści. Orto. Meta. Para. Para ti? Nada.
Orto.
Hasta pronto. Joł.
PS. Popłynęłam trochę głęboko, ale wzniosę się też na
płyciznę. Mam też ból dupeczki o kółeczko do wózeczka w Blaszaku. Flak, guma
czy cokolwiek, a właściwie wszystko, ale nie opona. Prezi otwarty na
propozycje, co by ułatwić, co by usprawnić, co by pomóc – ozor mieli, ale siana
dla NajmniejDoskonałychWDoskonałościIstot, nie przewiezie. Narząd głosotwórczy
każdy ma, a cytując klasyka: „Robić ni ma komu”.
Jebać ludzkość. Dlatego nigdy nie chciałam być lekarzem.
Joł.
Komentarze
Prześlij komentarz