Metal Cieczy

"Duży facet wbiega do gabinetu, którego obraz obserwuje przez szparki ciasnego miejsca pachnącego domem, a domem nie było. Nagle w pomieszczeniu robi się ciasno, roi się od homo sapiens sapiens. I tego Obcego. Nic nie przeczytam, ale to pismo synestezyjnie czuję. Nosem, setka milionów z kawałkiem komórek węchowych zobowiązuje. 

Pismo emocji. I jeszcze czegoś, nie podoba mi się to coś. Paniczne napięcie zasiliłoby miasteczkową elektrownię. Iskry wiszą w powietrzu, niewidzialny strumień elektronów. Facet kładzie obcego na stole, za nim wbiega facetka - główne źródło panicznego napięcia. Mokre policzki masochistycznie szczypią prądem, napędzając indywidualną pompę do nienaturalnych prędkości. Pozostali postanowili wyciągnąć wtyczkę i wypraszają facetkę. Faceta też. 

Teraz zaczyna się akcja. Medycy poruszają się energicznie i żwawo, stetoskopy wędrują z rąk do rąk, igły tańczą w powietrzu, wyjątkowo nie z nitką, ale ze strzykawkami. Wprasza się głowica od usg.

- Trzeba go na stół. Otwieramy go - mówi pierwszy medyk. Znam go, skradł mi krew do badania przed zabiegiem, który działby się gdyby nie pojawienie się Obcego.
 
- Tu już nie ma kogo otwierać... - rzece druga, patrząc między palce zanurzone między lśniące bielą fałdy pyska. - Blady.

Trzeci klnie przerzucając pudełka, żadne z nich nie jest adrenaliną. Wyskakuje w korytarz prowadzący swoją głębią do kolejnego pomieszczenia. Adrenalina. Jakby nie mogli oddać swojej.

Słyszę, że obcy ledwie oddycha. Każdy jego wydech wystrzeliwuje zapachem Czegoś. Metal w powietrzu. Metal w tle - odzywa się telefon trzeciego. Ignorowany milknie. 

- Intubujemy - niesie rurkę czwarta.

- Intubuj - zgadza się druga.

Do gabinetu wbiega piąta dzierżąc w ręku maszynkę do golenia, druga ją odbiera i mocuje do kontaktu. Więcej prądu.

- Zalał się.

Więcej metalu. 

Wyciągnięcie rurki intubacyjnej pociągnęło za sobą salwę tej metalicznej, ciepłej cieszy. Krew. Skrzep.
Facet i facetka jak na sygnał wbiegają do gabinetu.

Więcej prądu.

- Niestety - mówi czwarta, a piąta wtóruje jej niemo, kręcąc głową i zaciskając wargi.

- Nosz kurwa, pod samym domem... jak można przyspieszać... na podjeździe... 

Usg wskazuje na przesunięcie przepony i rozerwanie wątroby. Rentgen potwierdza, dodaje od siebie jeszcze stłamszenie żołądka i potwierdza też zalanie, jelita i płuca utopiły się w Cieczy. Używają tego słowa z myślą dodania krwi bezpiecznej anonimowości. 

- Czy mają państwo worek? 

Tylko tyle zostaje. Obcy pozostaje Obcym. Do oglądających ciemność oczu dołącza reszta ciała zaklęta w worku. Zdusza zapach Czegoś, zwanego śmiercą, metalu Cieczy i strzępów wątroby.
Facetka biadoli o dzieciach. Mogły być na Jego miejscu. Ale nie są. On taki młody. Mały. Jak poradzą sobie bez Niego. Kolejny raz.... 

Wychodzą, płatność przy okazji. Jak będzie wracał z miasta. Jeszcze raz bardzo przykro.
Wszędzie leżą strzykawki, igły. Na stole kupa futra i plama Cieczy. Chwilę potem nawet i tego nie ma, zniknąwszy w oparach spirytusu i odmętach kosza. Życie musi się toczyć dalej. Toczyć niczym gówno żuka gnojarza.

Za chwilę kratka się otwiera, ciepła ręka chwyta mnie za kark, druga dłoń stanowi podparcie. Pierwszy głaszcze mnie i pyta retorycznie, jak tu operować taką pchełkę..."

Piąta to ja. Ameba.
Gościnny udział maltańczyka.
Taka vena, żyła tworzenia. Peace.

Joł.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TAK, MAM BÓL DUPY

Sobota