Jestem władcą losu

Czemu Ameba jest zjebana, przebija Biblię i ludzkość, bo zawsze zna dzień i godzinę (wyczucie czasu zawsze na propsie), a jej instynkt i styl życia przyprawiają nie jednego człeka (w sumie bardziej ją samą...) o kosmicznego majndfaka i fejspalma do Madrytu?


- Na pytanie jak tam/jak żyjesz/co słychać i inne chuja znaczące zagadywawczo-wyjebawcze pytania w celu zagajenia gadki albo i nie, bo-w-sumie-mało-mnie-obchodzi-co-odpowiesz-ja-tylko-trenuję-bycie-miłym-i-uprzejmym-dla-odmiany, ludziska odpowiadają Amebie:

 a) właśnie umarł mi X

(chwilę zajmuje przypomnienie, iż X był drugą połówką jabłka, tą połową duszy spadającą z nieba i roztrzaskującą się o ziemię, której poszukiwanie jest sensem ludzkiej egzystencji i spełnienia do momentu aż dostaniesz czekoladki z E coś tam, na które jesteś uczulony/a, a kochane jabłuszko wiedziało się o tym, zanim poznało Twoje imię. Ewentualnie jabłuszko okazało się ananasem. Albo łaknącym zgniecenia robaczkiem skaczącym, gdzie inne jabłuszka ładniej kwitną. Czarny dzięciol z chęcią pień ciął.

Kolejną chwilę zajmuje głośny krzyk mózgu: FUCK i sprint po neuronach (smród spalenizny), mięsień śmiechowy - STOP, gaś silnik, musculus depressor, GOŁ, trochę kultury i zrozumienia. FUCK. Wtedy postanawiasz rezygnację z takowych niezobowiązujących pytań, bo jednak zoobowiązują. A ja jestem za młoda)

b) dzisiaj wylali mnie z pracy

(od jakiegoś czasu kusiło mnie zagajenie co tam w Wozidupiu, bo jednak 32 equusy w 28 boksach to jest z deczka tłok, a internety trąbią o 5 (słownie: pięciu) nowych konisiach, a Ty mimowolnie zastanawiasz się czy one przypadkiem nie mieszkają w kiblu (3 kabiny w damskim i 2 w męskim - luzik. Toteż uniknąwszy samego, nędznego niezobowiązująco-zobowiązującego JAK TAM, dodaję W PRACY, a tu taki kwiatek. Co narobiłaś pszczółko. Robaczku.)

- Drugi dzień w pracy (Wozidupie, gdy nie wiedziałam, że jest aż takim wozidupiem) - powódź. Gimby z dupy pojawiwszy się właśnie z dupy ("Psze pani, a który koń tu jest najlepszy?" "- Zależy w czym. "No przecież nie w piłce nożnej <rechot>". - Wypierdalaj ignorancie) i odkręcają/zakręcają kraniki, bo takie o fajne se wystają. Jeden kranik prowadził do boksu-nie boksu, siodlarni i kaczko pływaj. Taka gumowa żółta (kto lubi ptaki...)

To jeszcze nie koniec myślniczka! Bo trzeci dzień w pracy - druga powódź. Machina zwana ciągnikiem i jej formant zwany przyczepą na wstecznym wymaga precyzji. Po LANCZU nie ma precyzji. Bo lancze są różne. Okazje też.

Wciąż nie koniec. Kolejny dzień pracy - wody w ogóle nie ma. Majndfak. Koniec.

- Idziesz do AvesaVetu. Słyszysz na korytarzu przez drzwi czy też ściany, bo to one mają uszy, a drzwi tylko dziurkę, jedną, dawno nie widzianą Vetkę, którą lubisz i zawdzięczasz możliwość wykonania pierwszego zastrzyku i się cieszysz. I z zastrzyku i z Vetki. Wparowujesz więc dziarskim krokiem, jak ułan zsiadłszy z konika pod okienkiem (ale nie okrakiem), i radośnie wyśpiewujesz "No cześć, siema!" (może było też legendarne "Jak tam") i mało co nie wdeptujesz w placek z człowieka i psa, w sosie własnym z łez, bo pies już truposz. Majndfak.

- Znowu idziesz do Avesa, tym razem, bo dawno cię nie było. Nie ma prądu.

Woda jest.

Joł.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Metal Cieczy

TAK, MAM BÓL DUPY

Sobota